poniedziałek, 21 grudnia 2009

Anarchizm bez dynamitu - Bakunin a Tołstoj



Anarchizm bez dynamitu - Bakunin a Tołstoj

Jacek Uglik

Cechę charakterystyczną chrześcijańskiej odmiany anarchizmu stanowi akcentowanie „buntowniczych pierwiastków" zawartych w Ewangelii, nacisk na kwestie moralne oraz wywyższanie ideałów sprawiedliwości ponad ideały wolnościowe. Za reprezentanta tego nurtu uchodzi rosyjski pisarz Lew Tołstoj.

Dla Tołstoja „zawarta w ewangeliach nauka o pokoju i miłości jest wystarczającą podstawą życia społecznego, nieustannie gwałconą przez rządy, prawa, policję, armie i własność prywatną" - twierdził T. Honderich. Choć jako panaceum na wypaczone stosunki społeczne nie proponował Tołstoj rewolucji, to jednak daje się zauważyć pewne punkty styczne jego koncepcji z projektem anarchizmu Michała Bakunina, w szczególności akcentowanie postawy egalitarnej, wspólnotowej oraz antyintelektualnej.

Apoteoza rosyjskiego ludu (prezentującego wyższy poziom moralny od tzw. wykształconych elit) zbliżała go natomiast pod względem ideowym do Piotra Kropotkina. Z kolei zdecydowana negacja państwa i jego instytucji oraz odrzucenie przemocy dowodzi wpływu Pierre`a Josepha Proudhona, od którego zresztą zaczerpnął tytuł swej najgłośniejszej powieści Wojna i pokój. Tołstoj odrzucał przemoc, czyli także prowadzącą do rozlewu niewinnej krwi rewolucję - oznaczającą jakoby jedyną drogę wiodącą do realizacji ideałów wolnościowych. Sprzeciwiał się odpowiadaniu na zło złem, głosząc postulat miłości kierowanej wobec człowieka i Boga.

Podobieństwo do anarchizmu Bakunina widoczne jest w innym jeszcze wymiarze: Tołstoj, będąc myślicielem religijnym, zdecydowanie występował przeciw instytucjonalnemu Kościołowi wspierającemu państwo w wyzysku społeczeństwa. I za Bakuninem powtarzał, że zła jest nie taka czy inna forma państwa, ale państwo jako takie, państwo w ogóle, którego istota sprowadza się do gwałtu na człowieku: „gdyby panowała miłość, nie mogłaby istnieć przemoc państwa. Gdyby nie było przemocy państwa, zapanowałaby miłość". Tołstoj, jak i Bakunin, wyrażał przekonanie, że warunkiem braterskich stosunków społecznych jest negacja państwa. Tołstoj negował patriotyzm, uznając tę ideę za szkodliwą, ponieważ dzieli ludzi na nieprzyjazne i wrogie sobie narody. Taką postawę również spotykamy u Bakunina. Zbieżność poglądów obu myślicieli nie jest całkowita, oto bowiem stanowisko Tołstoja charakteryzował zdecydowany pacyfizm, natomiast Bakunin, mimo krytyki przemocy, nie odrzucał rewolucyjnego przekształcenia rzeczywistości, co oznacza, że pod pewnymi warunkami przemoc akceptował.

Anarchizm Tołstoja był anarchizmem pokojowym, a koncepcja rewolucji Bakunina stała w wyraźnej sprzeczności z jego ideałem mówiącym o niesprzeciwianiu się złu złem: „istnieje tylko jeden sposób, aby uwolnić się od zła, jakie niesie porządek państwowy: nie brać udziału w przemocy, leżącej u podstaw państwa". Postawę Tołstoja cechował radykalizm, jako że wykluczał wszelkie wyjątki od powyżej zarysowanej zasady (zdaniem M. Bierdiajewa „religijny anarchizm Tołstoja jest najradykalniejszą formą anarchizmu, czyli odrzuceniem zasady władzy i przemocy). Odrzucając każde państwo, każdą władzę, piętnował zarazem każde zabójstwo, niezależnie od intencji zabójcy i sprawy, w jakiej zostało dokonane: „zabójstwo jest zawsze zabójstwem, bez względu na motywy i okoliczności. I dlatego ci, którzy zabijają lub przygotowują zabójstwo, to przestępcy, bez względu na to, kim są: sędziami, generałami, królami".

W tej perspektywie kolektywizm Bakunina okazywał się łagodniejszą wersją anarchizmu, jako że Bakunin nie piętnował zabójstwa zabójcy. Dla dobra społeczeństwa zabójstwo prześladowcy okazywało się koniecznością. Ten aspekt akcentował M. Bierdiajew po stronie Bakunina, kiedy mówił, że „przy całej doniosłości Tołstojowskiej nauki, błąd polegał na tym, że Tołstoj jak gdyby nie interesował się tymi, których przemoc dotyka bezpośrednio i których trzeba przed nią bronić. Ma on słuszność, gdy twierdzi, że siłą nie można pokonać zła i urzeczywistnić dobra, nie chce jednak uznać, że przemoc należy ograniczyć z zewnątrz. Istnieje przemoc zniewalająca, istnieje również - wyzwalająca".

Bakunin optował za stosowaniem przemocy nie oznaczającej jednak bezrozumnego niszczenia. Przemoc należało stosować w odpowiedzi na przemoc, w obronie człowieka. Podkreślić trzeba jednak, że Tołstoj i Bakunin źródło zabójstwa widzieli w państwie i obaj mogliby podpisać się pod zdaniem: „zgoda na zabijanie jest nieuniknioną koniecznością w każdym ustroju państwowym". Powiedzieć można, że obaj byli pełni naiwnej wiary w zniknięcie zabójstw i wszelkiej przemocy wraz ze zniesieniem państwa.

Tołstoj anarchista protestował przeciw organizowaniu życia podług praw formułowanych przez ludzi, a nie zgodnie z prawem Boga. „Sens Tołstojowskiego postulatu niesprzeciwiania się przemocy - pisał M. Bierdiajew - był znacznie głębszy, niż się powszechnie sądzi. Jeśli człowiek zaprzestanie przeciwstawiania się złu przemocą, tj. przestanie postępować
zgodnie z prawem tego świata, to będzie to bezpośrednie uobecnienie się Boga - zaczną wówczas obowiązywać prawa boskie w tym świecie". Tołstoj żądał więc od człowieka radykalnego przewartościowania życiowych priorytetów. Był to również anarchizm posiadający intensywny odcień utopijny, wierzył wszak pisarz, że wystarczy stosować bierny opór, by obalić państwo.

Na tym tle anarchizm Bakunina jawi się jako walczący, co nie znaczy jednak, że odrzucał pokojowe rozwiązania konfliktowych sytuacji. W odróżnieniu od Tołstoja buntującego się przeciw nierówności i niesprawiedliwości wiedział, że intelektualny bunt stroniący od radykalnego działania nie naprawi stosunków społecznych. Tołstojowskie pragnienie życia zgodnie z ewangelicznymi zasadami jest pragnieniem pięknym, ale poza tę sferę pragnień nie wychodzi. Praktyka życiowa dowodzi, że znieść niesprawiedliwość można tylko na drodze działania - a tę postulował Bakunin. Ewangeliczny protest, za którym nie idzie działanie, dostrzegalny jest wyłącznie w wymiarze medialnym, poza nim nie przynosi żadnej realnej zmiany w egzystencji ludzi gnębionych przez władzę różnej proweniencji (Tołstoj, tak jak i Bakunin, obok państwa krytyce poddał Kościół. Tak na ten temat pisał W. Asmus: „Kościół wedle Tołstoja, nie tylko wypaczył i zaniedbał chrześcijańską naukę etyczną. Ponieważ nauka etyczna każdej religii jest nierozerwalnie związana, jak sądzi Tołstoj, z nauką metafizyczną, przeto rozkład pierwszej siłą rzeczy wywołał rozkład drugiej, powodując, iż wytworzyło się w Kościele dążenie do przekształcenia religii w apologię istniejącego porządku, przede wszystkim zaś w apologię istniejącego zła społecznego").

Sprzeciw wyrażony wobec państwa i jego instytucji broniących interesów tzw. elit, ostentacyjnie stroniąc od czynów, jest jałowy. Mimo tych zastrzeżeń, postawę, którą wyraża hasło o niesprzeciwianiu się złu przemocą propagował Tołstoj, twierdząc, „że zniesienie państwa może i powinno nastąpić na skutek spokojnego i biernego wstrzymywania się każdego członka społeczeństwa od wszelkich obowiązków państwowych, takich jak służba wojskowa, płacenie podatków, uczestnictwo w pracy sądów, poprzez powstrzymywanie się od zajmowania stanowisk państwowych, od korzystania z instytucji i ustaw państwowych oraz od wszelkiego udziału w jakiejkolwiek działalności politycznej.

Z tego względu Tołstoj ostrej krytyce poddał rewolucję jako środek walki ze złem". Argument autora Wojny i pokoju na znikomość celów osiąganych drogą rewolucji mówił, jak sądził W. Asmus, że ludzie tkwią w iluzji, żyjąc przekonaniem, że „kolejna zmiana form społecznych i form ustroju państwowego doprowadzi do zmniejszenia w społeczeństwie sumy przemocy". Fundament postulowanej przez Tołstoja egzystencjalnej postawy człowieka stanowiła miłość wykluczająca przemoc. W jej imię nawoływał Tołstoj do rezygnacji z przemocy. I za taką postawę został skrytykowany przez W. Asmusa: „pisarz błędnie uważał, iż wszelka władza jest złem. Nie dopuszczał on możliwości istnienia władzy działającej w interesach ludu, służącej ludowi i prowadzącej lud ku życiu, w którym nie ma i nie może być przemocy mniejszości nad większością".

Anarchia dla Tołstoja oznaczała wolność od nacisków wszelkich instytucji, których istnienie zasadza się na przemocy. Tak pojęta anarchia stanowiła dla autora Anny Kareniny wartość, oznaczała życie bez kłamstwa, szanujące każde boskie stworzenie. Opowiadając się przeciw karze śmierci jako nieskutecznej i niezgodnej z Ewangelią pisał w liście do cara Aleksandra III: „co to są rewolucjoniści? Są to ludzie nienawidzący istniejącego porządku rzeczy, uznający go za zły i pragnący zbudować podstawy dla przyszłego porządku, który będzie lepszy. Nie można walczyć z rewolucjonistami, zabijając ich i unicestwiając. Nie jest ważna ich liczba, lecz ważne są ich myśli. W walce z nimi należy posługiwać się orężem ducha. Ich ideałem jest powszechny dobrobyt, równość, wolność; aby skutecznie ich zwalczać, trzeba im przeciwstawiać taką ideę, która by przewyższała ich własną i zawierała w sobie ich ideał". Tołstoj opowiadał się nie za ideałem szubienicy (czy też gilotyny), ale ideałem Chrystusa i w jego naukach odnalazł fundament swego anarchizmu bez dynamitu. Ewangelicznym imperatywem „odpłacaj dobrem za zło" powinien kierować się każdy człowiek - nie prawem państwa i podporządkowanego mu Kościoła, ale prawem Ewangelii, prawem miłości. Żyjąc zgodnie z naukami Chrystusa, czynimy nasze życie moralnym.



(fragment z książki Jacka Uglika "Michała Bakunina filozofia negacji")

niedziela, 20 grudnia 2009

The Love Police



Trafiłem ostatnio w youtube na dwóch facetów. Mieszkają w UK, jeden na imię ma Charlie, drugi... nie wiem i znani są z ulicznych prowokacji. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia:). Goście mają jaja. Dla mnie są przykładem oddolnego działania, wyzywającego społeczne schematy myślenia, konformizm, bezkrytyczne akceptowanie autorytetu. Udawadniają, że każdy z nas może postawić się systemowi, działając w granicach prawa. Do tego zrobione to jest inteligentnie i ze smakiem.

Przekazują ważną ideę - jesteśmy wolni i nie musimy odpowiadać wobec nikogo - jedynie wobec siebie i Absolutu:). Państwo, instytucje, policja, itd. mają tylko tyle autorytetu i władzy, ile my sami im damy. Wiem, wiem - brzmi to młodzieżowo. Ale jednak pozostaje faktem - jedynym powodem problemów na świecie jest fakt, że obdarzamy "Ich" władzą. Idziemy na łatwiznę i wolimy myśleć, że istnieją osoby, które lepiej niż my wiedzą co się dzieje i dlatego powinniśmy pozwolić im robić to, co uważają za słuszne.

Pierwsze video jest kolażem różnych akcji ulicznych w Londynie. Drugie jest transmisją z akcji "Everything is OK", z polskimi napisami. Zapraszam.




sobota, 19 grudnia 2009

Czem mają być związki przyjaźni



Ktoś może spytać, po co zamieszczam te starocie i jakie mają one odniesienie do czasów współczesnych. Gdy jednak człowiek przedrze się już przez starodawną retorykę Abramskiego (która akurat dla mnie osobiście ma dużo uroku), zobaczy jak ważny jest temat, który porusza w tym sequelu "Związków Przyjaźni". Żyjemy w czasach wielkich instytucji; bezosobowych, zimnych i mało skutecznych. Idee wzajemnej, oddolnej pomocy pozostają w społecznej świadomości jako egzotyczne, przedawnione koncepcje, które nie mają żadnego odniesienia do obecnych czasów - czasów wolnego rynku, przedsiębiorczości, kapitalizmu. Każdy dba o siebie, w końcu wszyscy mają równe szanse, a jeśli ktoś sobie nie radzi, to przecież istnieją określone instytucje, zajmujące się pomocą wszelkiej maści nieudacznikom, ofiarom losu, etc.

Abramowski mówi o innym świecie - zbudowanym na działaniu oddolnym, na małych społecznościach, ignorowaniu instytucji państwowych, oraz wzajemnej pomocy, opartej nie na hipokryzji i martwych, bezosobowych prawach, ale na braterstwie, przyjaźni i poczuciu przynależności do rodzaju ludzkiego.

W poniższym artykule Abramowski odpowiada na zarzut bycia utopistą.


Czem mają być związki przyjaźni

Edward Abramowski

Wszystkie zarzuty, podniesione w kwestji „Związków przyjaźni", z którymi spotykałem się podczas rozpraw w Tow. kooperatystów, streszczają się w tem jednem tylko, że jest to idea trudna do urzeczywistnienia, pewnego rodzaju utopja, nieprzystosowana do warunków życia współczesnego. Przyznam się, że zarzutu tego nie mogłem zrozumieć, i nie mogłem odnaleźć jego uzasadnienia realnego. Mówiąc szczerze, widzę w tem tylko pewną „obawę nowości" i nic więcej. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, ażeby dla każdej idei społecznej, zmierzającej do zreformowania życia, odszukiwać gotowe już wzory praktyczne, istniejące już gdzieś na Zachodzie, w Anglji lub Niemczech, i jeżeli ich odnaleźć nie możemy, jak w danym wypadku, natenczas i ideę samą uważamy za utopijną, ponieważ, gdyby była możliwa, toby ją napewno już Niemcy albo Anglicy wynaleźli. Przypuszczam jednak, że dotąd nie zostało ustalone podobne prawo socjologiczne, i że niema Fatum historycznego, któreby nam zabraniało kategorycznie być twórcami nowej rzeczy — bez poprzedników i cenzorów. Tembardziej, że ta sama „obawa nowości" towarzyszyła zawsze i wszędzie każdej inicjatywie społecznej, gasiła pierwsze ognie każdej myśli ludzkiej, nowo przychodzącej na świat, śpiewała pieśni pogrzebowe zarówno kooperatyzmowi, jak i poczynającej się socjaldemokracji. Nie wszyscy jednak zwracali na to uwagę, a to co było skazane na śmierć, jako ,,utopja" — żyło i rosło.

Tak samo będzie i ze „Związkami przyjaźni". Nie są one bynajmniej ani tak zupełnie nowe, ani tak dalekie od życia, jakby się to zdawało na pierwszy rzut oka. Nie wymagają żadnego idealizmu, ani żadnych wyjątkowych ludzi. Są one poprostu konieczną dalszą fazą rozwojową kooperatyzmu. Kooperatyzm, który wszedł już szeroko w dziedzinę handlu i finansów, w dziedzinę rolnictwa i przemysłu, i dalej jeszcze — w dziedzinę rozmaitych instytucyj publicznego użytku, które dotychczas były monopolem państwowym, lub towarzystw akcyjnych, kooperatyzm powinien zrobić jeszcze jeden zwycięski krok naprzód i wejść do dziedziny filantropji. Nie jest to tylko utopją, ale koniecznością dzisiejszego życia. Życie to, zarówno pod względem nurtujących je prądów ideowych, jak i ze stanowiska potrzeb i instytucyj społecznych, coraz bardziej demokratyzujących się, jest już teraz zupełnie nie przystosowane do dobroczynności jałmużniczej, pańskiej. I ci, którzy przyjmują jałmużnę, i ci, którzy ją dają, doznawać muszą coraz częściej i silniej uczucia wstydu; jest to wstyd społeczny; wstyd za poniżoną godność ludzką; za okłamywanie siebie wobec zasad równości i braterstwa; za bezmyślne, złe i głupie podtrzymywanie niedołęstwa, kastowości, służalstwa; za zniewagę, wyrządzoną solidarności ludzkiej, której jałmużna jest parodją.

Kooperatyści na całym świecie widzą tę niezgodność filantropji z duchem dzisiejszego społeczeństwa; widzą, że jest niemożliwe, by cała, rozległa dziedzina niedomagań ludzkich pozostawała w dalszym ciągu pod rządami kastowych, przestarzałych instytucyj, które upośledzają ludzi moralnie i tamują ich odrodzenie się duchowe. Widzą to również przodujące warstwy proletarjatu, cały syndykalizm robotniczy, reprezentowany przez związki zawodowe; i dlatego wszędzie na Zachodzie, w klasach ludowych, są robione coraz większe wysiłki w celu tworzenia instytucyj dobroczynnych kooperatywnych, lub zawodowych, tworzenia kas pomocy w chorobie, ubezpieczeń starości, opieki nad sierotami itp.

Gdzie tylko jest kooperatyzm i socjalizm, tam wszędzie kiełkuje i rozwija się coraz silniej hasło ludowe, demokratyczne, zerwania z filantropją i zastąpienia jej przez jedynie godną człowieka pomoc wzajemną. To nie jest utopja, ani idealizm, dostępny tylko wyjątkowym ludziom; to jest mus nowego życia, konieczność obalenia tego, co poniża, upośledza i kłamie.

Czemże mają być Związki przyjaźni? Określimy je najlepiej i najprościej, objaśniając czem się różnią od towarzystw dobroczynności z jednej strony, a od istniejących towarzystw pomocy wzajemnej z drugiej. To będzie obrazowe pokazanie czem być mogą i jak łatwe są do urzeczywistnienia.

Z towarzystwami dobroczynności mają to wspólnego, że tak samo, jak one, opiekują się w zasadzie wszelką nędzą, jaka zdarza się w życiu ludzkiem. Tak samo jak tow. dobroczynne nie ogranicza się koniecznie w działalności swojej do opieki nad starością, lub nad sierotami, do dawania wsparcia w razie choroby tylko, lub w razie bezrobocia przymusowego, ale bardzo często u nas szczególnie, obejmuje działalnością swoją wszystkie wypadki życia człowieka, które potrzebują pomocy, — tak samo Związki przyjaźni nie ograniczą się do kasy chorych, lub ubezpieczenia starości, lecz obejmą sobą wszystko, co pomocy potrzebuje. Różnica między niemi jest natomiast te, że tow. dobroczynności pomaga nie członkom swoim, ale ubogim, poza towarzystwem będącym, ludziom obcym sobie, którym daje wsparcie, a poza tern nic z niemi nie ma wspólnego. Gdy tymczasem Związek przyjaźni pomagać będzie tylko swoim członkom, to znaczy, że ludzie w Związek ten zorganizowa¬ni, będą wspomagać się wzajemnie; pomiędzy zaś te-mi, którzy wspomagają się wzajemnie niema jałmużny; mogą być tylko przyjaciele, z których dziś jedni, jutro — drudzy potrzebują pomocy, lub jej udzielają.

W stosunku do towarzystw pomocy wzajemnej, jakie dziś znamy, Związki przyjaźni różnią się tem, że zamiast poszczególnego celu pomocy, ograniczonego np. tylko do kasy chorych, lub kasy posagowej, stawiają sobie cele rozwarte i zmienne, zgodnie z tem, jak je nasuwa samo życie danych ludzi.

Jest to tylko rozszerzenie pomocy wzajemnej do wszystkich wypadków, gdzie ona jest potrzebna; a z tego powodu pomoc ta nie może być tylko pomocą materialną; w wielu wypadkach musi być także pomocą moralną, czasem nawet wyłącznie. To uogólnienie pomocy wzajemnej nie stanowi bynajmniej żadnej trudności do urzeczywistnienia; to samo bowiem robią to w. dobroczynności, które także stawiają sobie zakres pomagania we wszystkich wypadkach, bo im wcale nie przeszkadza, że funkcjonują prawidłowo, często na szeroką skalę, spełniając zadanie zupełnie określone.

Ale jest jeszcze inna ważna różnica, jaka dzieli Związki przyjaźni, od towarzystw pomocy wzajemnej, czyli rozmaitych kas choroby, starości, ubezpieczenia i. t. d. Jest to mianowicie, że we wszystkich tych kasach, bardzo zresztą użytecznych i spełniających swe cele pomyślnie, na głównem miejscu jest buchalterja kasowa, a stosunki pomocy wzajemnej pomiędzy ludźmi są sprowadzane do załatwiania formalności biurowych. Członkowie „wzajemnej pomocy" nawet nie znają się ze sobą i nie potrzebują tego, gdyż instytucja ich działa tylko finansowo, automatycznie, a przytem z natury swej dąży do tego, ażeby objąć jak największe masy ludzi.

To wszystko stanowi typ kooperatywy zupełnie przeciwny temu, jaki proponuję w Związkach przyjaźni, gdzie pomoc wzajemna musi być pomocą osobistą, żywą, przyjacielską, bezpośrednią, a z tego powodu musi ograniczać się do małych kół ludzi, współżyjących ze sobą i znających się osobiście. Każdy poszczególny Związek przyjaźni nie powinien mieć członków zbyt dużo, najwięcej do tysiąca; każda wieś, miasteczko, osada fabryczna, powinna mieć swój osobny Związek; mają one nawet ograniczać się, w wielkich miastach, do pojedynczych domów, gdzie zamieszkuje często kilkadziesiąt rodzin. Przez to właśnie ograniczenie liczby członków (ograniczenie nie przez ustawę oczywiście, lecz przez sam sposób zakładania Związków) Związki przyjaźni zabezpieczają się przed zwyrodnieniem się w pomoc czysto biurowej natury, i" umożliwiają sobie wykonywanie pomocy bezpośredniej i osobistej, pomocy wzajemnej między znajomemi i sąsiadami.

Typ takiej pomocy wzajemnej nie jest rzeczą zupełnie nieznaną; spotykamy go nie tylko sporadycznie w życiu ludzkiem, ale i w niektórych instytucjach; organizowali często pomoc sąsiedzką właściciele ziemscy, w różnych okolicach Polski i Litwy, ażeby ratować zagrożone majątki; powstające w ostatnich czasach Związki rodzinne praktykują ten sam rodzaj pomocy wzajemnej ogólnej i osobistej, tylko, że są ograniczone do członków tej samej rodziny; a nawet w niektórych instytucjach kooperatywnych, zupełnie finansowych, jak np. kasy Reiffaisena, spotykamy zasadę solidarnej odpowiedzialności członków przy wydawaniu pożyczek, co wymaga osobistych stosunków sąsiedzkich między członkami, znajomości wzajemnej swoich potrzeb i uzdolnień, i co sprawia, że kasy Reiffaisena działają przeważnie w małych zakresach poszczególnych miejscowości.

Na pytanie więc, czem jest Związek przyjaźni, możemy odpowiedzieć przez następujące określenie: jest to towarzystwo dobroczynności działające na zasadach kooperatyzmu, czyli pomoc wzajemna, rozszerzona na wszystkie wypadki życia i wy k o n ywana w małych grupach ludzi, znających się osobiście.

Do tego nowego typu kooperatywy musimy przystosować ustawę, której projekt podany będzie w następnym numerze, do wszechstronnego przedyskutowania.



Artykuł pierwszy raz ukazał się w czasopiśmie
"Społem" (nr. 6 z dnia 21 marca, 1912 roku)


czwartek, 17 grudnia 2009

Związki Przyjaźni - Edward Abramowski



Wybrałem ten tekst na pierwszy ogień, ponieważ myślę, że w dużej mierze oddaje on ducha filozofii Edwarda Abramowskiego. Przyznaję się, że ciągle poznaję jego twórczość i idee, tak że nie jestem na pewno znawcą jego filozofii, ale to co mogę widzieć, to że z jego słów przebija się ogromna wiara w człowieka. Abramowski wierzy głęboko, że jednostka jest w stanie przezwyciężyć swoje egoistyczne skłonności i być w stanie budować coś razem ze swoimi braćmi. Abramowski ostrzega przed kapitalizmem, twierdząc, że jest to antyludzki system, uczący egoizmu i wykorzystywania innych. Zgadzam się z tym w stu procentach. Wystarczy wyjść na ulicę, żeby z pierwszej ręki doświadczyć wyobcowania i smutku współczesnego człowieka, przytłoczonego życiem opartym jedynie na wspózależnościach ekonomicznych i finansowych.

Każdy wie, że potrzebuje przyjaźni, miłości, poczucia wspólnoty. Moim zdaniem Edward Abramowski potrafi mówić o tym w sposón filozoficzny i racjonalny, wytącając broń z ręki "zdroworozsądkowców" wyśmiewających "utopistów", którzy wierzą, że kapitalistyczne społeczeństwo, pełne wyobcowanych jednostek, nie jest i nie musi być jedyną, możliwą alternatywą.

ZWIĄZKI PRZYJAŹNI

Edward Abramowski

1

Ci, którym nie daje spokoju nędza ludzka i upadek ojczyzny, stoją często wobec pytania, gdzie i czem jest ta potęga wybawicielska, za pomocą której możnaby życie uczynić lepszem i szlachetniejszem. Szukamy jej na wszystkich polach pracy, a zarazem czujemy instynktownie, że jest jakaś jedna, najważniejsza rzecz, podstawowa, która, gdyby została znaleziona i zdobyta, rozstrzygnęłaby wszystkie zagadnienia i dała oręż prawdziwy, niezwyciężony, do zwalczania zła. Instynkt ten nie jest złudzeniem naszem. Taka potęga jest do wzięcia i jest pośród nas, a nazywa się przyjaźnią.

Naród, w którym uczucia przyjaźni są rozwinięte, gdzie zamiast sobkostwa i egoizmu panuje przyrodzona potrzeba wzajemnej pomocy, bezinteresownego wspomagania się na wszystkich polach życia — naród taki znalazł już moc niezwyciężoną, rozwiązał zagadkę wolności i dobrobytu. Tak samo i pojedynczy człowiek. Jeżeli biadamy dzisiaj nad upadkiem moralności, nad znikczemnieniem serc i umysłów, nad zanikiem szlachetności i rycerskości duszy, nad upadkiem żywej religji, to wiedzmyż o tem, że to wszystko stąd tylko wynika, że dzisiejszy człowiek jest tak mało uzdolniony do przyjaźni, że walka o chleb i cała ta atmosfera kapitalizmu, wśród której żyje, robi go egoistą i od małego dziecka tłumi w nim miłość ludzi. Nie będzie to żadną przesadą, jeżeli powiemy, że nie co innego, jak tylko samolubstwo zabija religję, i że, dla odnalezienia Boga w sobie, trzeba przedewszystkiem umieć kochać ludzi. Jest to odwieczna, lecz zbyt zapomniana dzisiaj, idea Chrystusa, Jego jedyne przykazanie społeczne, które nam zostawił.



Jakie spustoszenie w życiu i w ludziach sprawia zanik przyjaźnie to możemy zobaczyć wszędzie, naokoło siebie, patrząc na nędzę, ciemnotę, wyzysk i krzywdy, na te powszednie straszne rzeczy, do których tak przyzwyczailiśmy się, że prawie nie zwracamy na nie uwagi. I może zbyt często zapominamy także, że z tych małych, drobnych, osobistych bied ludzkich, które spotykamy na każdym kroku, tworzy się ta wielka rzecz, którą odczuwamy jako upadek i poniżenie Ojczyzny; że z tych małych krzywd, które sobie nawzajem wyrządzamy, dla interesu, ze spokojnem sumieniem, powstaje właśnie owa wielka krzywda całości — bezsilność narodu.

Niech jednak tylko ożywią się gdzie i poczną działać uczucia przyjaźni, a ta ciemna zmora nędzy ludzkiej ustępuje i słabnie. Wtedy zjawiają się związki dla obrony przed wyzyskiem, zjawiają się kooperatywy spożywcze, spółki włościańskie, kasy wzajemnej pomocy, towarzystwa opieki nad dziećmi, towarzystwa oświatowe, szkolne, dobroczynne i t. d. Wykwitają one silne i jasne wszędzie, gdzie tylko w samolubstwie ludzkim uczyniony został choćby najmniejszy wyłom. To co kapitalizm i niewola niszczy, mianowicie dobrobyt i szlachetność życia — to ratuje i buduje na nowo kooperatyzm, współdziałanie przyjaźni ludzkich; tworzy ono nie tylko nowe warunki społeczne, ale usiłuje także stworzyć i nowy typ człowieka, człowieka wolnego i silnego przez to, że jest w gromadzie, że rozumie i odczuwa przyjaźń. Są to dwie potęgi, dwie moce zła i dobra, które zmagają się ze sobą o panowanie nad światem. Jedna — przez egoizm — szerzy ciemnotę i nędzę, druga — przez przyjaźń — szerzy wolność i siłę.

2

Jeżeli zrozumieliśmy, jak ważną rzeczą jest uzdolnienie ludzi do przyjaźni; jeżeli zobaczyliśmy, że od tego głównie zależy nie tylko dobro jednostki, ale i potęga narodu — to musimy przedewszystkiem postawić sobie pytanie jak uczyć przyjaźni, jakiemi drogami można ją umacniać, szerzyć i rozwijać wśród ludzi?

Nie będziemy tutaj zastanawiali się nad tem, czy człowiek z urodzenia jest egoistą czy też nie; jest to kwestja jałowa. Możemy natomiast z łatwością przyjąć, jako zasadę, to, co doświadczenie życiowe nasuwa: że są egoiści z urodzenia, dla których odczuwanie przyjaźni jest bardzo trudne, tak samo jak są ludzie z natury uzdolnieni do niej. Nie wiemy i nie możemy nigdy wiedzieć, jaki typ przeważa, których więcej się rodzi; wiemy natomiast inną rzecz, najbardziej nas obchodzącą, że egoizm jest ludziom szczepiony w ciągu całego życia, począwszy od dzieciństwa, szczepiony przez wychowanie i przez warunki społeczne, przez konkurencję, przez ciężką walkę o chleb, przez panowanie pieniędzy, przez cały system niewoli. Jest to ogromna hodowla i szkoła egoizmu, w której kształcą się wszyscy; a pod te wpływy dostają się oczywiście nie tylko egoiści z urodzenia, ale i przeciwne im typy; i trzeba naprawdę wielkiej mocy przyrodzonego uczucia przyjaźni dla ludzi, ażeby ono nie uległo tym wpływom, nie zostało stłumione i zabite.



Otóż tej hodowli egoizmu trzeba przeciwstawić życiową także szkołę przyjaźni; trzeba stworzyć takie ogniska, któreby w ludziach od dzieciństwa rozwijały przyjaźń, uczyły jej praktycznie, wpajały niepostrzeżenie, ale też mocno, iżby to uczucie wsiąkało w krew człowieka, stawało się jego własną naturą. Podobnie jak warunki społeczne dzisiejsze stwarzają atmosferę moralną taką, w której człowiek żyjąc, uczy się egoizmu, oszukiwania i krzywdzenia, często nawet bezwiednie, — podobnie muszą powstać instytucje, rodzaj wielkiego zakonu ludzi dobrej woli, któryby dał społeczeństwu nową, odradzającą atmosferę przyjaźni, i w niej wychowywał ludzi od dziecka, walcząc z tamtą.

Nie ulega wątpliwości, że wszystkie kooperatywy i towarzystwa dobroczynne są taką szkołą przyjaźni: że ludzie uczą się w nich, nie wiedząc często o tem, nowego także życia moralnego, życia, w którem nie tylko myśli się o sobie, ale i o innych. Pomimo to, stowarzyszenia te nie wystarczają jeszcze.

W kooperatywach bowiem wszelkiego rodzaju, interes ekonomiczny musi z konieczności rzeczy grać główną rolę i bardzo często idea moralna kooperatyzmu jest zapomniana. Człowiek wstępuje do kooperatywy przedewszystkiem dla własnego interesu, a tylko niektórzy robią w niej więcej, niż własny interes wymaga. Nie czynię z tego zarzutu kooperatywom, gdyż one, jako instytucje ekonomiczne, muszą dbać przedewszystkiem o swój materjalny rozwój, o swoją potęgę finansową, bo inaczej, nie spełnią swego zadania społecznego. Ale obok tego musi być także i owo ognisko moralne, gdzie dokonywa się odrodzenie duchowe człowieka, gdzie kształci się kooperatysta prawdziwy, człowiek nowy. To jest zadanie instytucyj, którebym nazwał związkami przyjaźni.

3

„Związki przyjaźni" wyobrażam sobie jako związki sąsiedzkie, których zadaniem jest pomoc wzajemna we wszystkiem. Dla człowieka, który doń należy, Związek powinien stać się jakby wielką rodziną. Uprzytomnijmy sobie, wiele zdarza się w życiu wypadków, kiedy pomoc ludzi otaczających, sąsiadów, nawet pomoc chwilowa i dorywcza, rozstrzygać może o losach całego istnienia, jednostki i rodziny; pomoc gospodarska w wypadkach choroby, pożaru, lub innej klęski; zaopiekowanie się dziećmi opuszczonemi; czasowa zapomoga pieniężna; opłata szkoły; ochrona moralna przed nałogiem pijaństwa; pomoc w sporach i zatargach; pomoc prawna; ujęcie się w razie krzywdy ze strony pracodawcy; ratowanie przed lichwą, itd. Zadania czynności obrończej i pomocniczej Związku trudno jest nawet wyliczyć, gdyż samo życie człowieka, zarówno na wsi jak i w mieście, nasuwa jak najbardziej różnorodne okoliczności, kiedy pomoc innych ludzi byłaby często decydująca i zbawienna.

Czyż każdy z nas nie zna takich wypadków, że np. człowiek umiera dlatego, że nie miał pomocy lekarskiej; że wpada w sidła lichwiarskie, bo nie znalazł ani rady, ani pomocy; że dziecko staje się kaleką lub włóczęgą, bo nie było komu nim się zaopiekować, i tyle innych.

Ale Związki przyjaźni nie byłyby zmuszone działać we wszystkiem same. Do pomocy swojej musiałyby mieć instytucje kooperatywne i dobroczynne, rozporządzające odpowiedniemi środkami. W wielu razach uratowanie człowieka przez Związek zasadzałoby się właśnie na umożliwieniu mu korzystania z kooperatywy pożyczkowej, spożywczej lub rolnej; albo z towarzystwa dobroczynnego; albo z instytucyj szkolnych, wychowawczych, oświatowych. Związek przyjaźni spełniałby w tych razach głównie tylko rolę pośrednika, doradcy, inicjatora. W tych zaś wypadkach, gdzie pomoc musi być natychmiastowa i doraźna, Związek działa sam, własnemi siłami, jako instytucja, stojąca najbliżej osoby wspomaganej, znająca osobiście jej potrzeby, charakter i życie.

Tym sposobem Związek spełnia swoje potrójne zadanie: osobiste, społeczne i moralne. Pod względem osobistym — przeprowadza reformę zasadniczą w życiu człowieka, czyniąc to, że człowiek przestaje być osamotniony i bezbronny w ci꿬kich dniach życia, że znajduje gromadę przyjaciół, która mu udziela rady i pomocy, obrony przed wyzyskiem i krzywdą, siły moralnej i wiary w jutro.

Pod względem społecznym — Związek staje się z natury rzeczy krzewicielem kooperatyzmu we wszystkich dziedzinach, gdyż w działaniu swojem musi stale korzystać z jego instytucyj, nakłaniać ludzi, by wstępowali do nich, a nawet sam stwarzać kooperatywy, których w danej miejscowości niema. Pod względem moralnym wreszcie — Związek, przyzwyczajając ludzi do czynów przyjaźni bezinteresownej, do pomocy sąsiedzkiej szczerej i bezpośredniej, do życia dla innych, reformuje nie tylko samo życie na bardziej sprawiedliwe i bardziej pogodne, ale i duszę człowieka; stwarzałby on właśnie tę atmosferę moralną, w której ginie samolubstwo, bezreligijność, karjerowiczowstwo, służalczość, w której rozwijają się uczucia przyjaźni i godność ludzka, Chrystusowa religja miłości i woli.

4



Funkcjonowanie Związków przyjaźni wyobrażam sobie w taki sposób: Powinny to być Związki sąsiedzkie, działające na małej przestrzeni, tam, gdzie się ludzie znają wzajemnie; wieś, miasteczko, osada fabryczna, powinny mieć każde swój osobny, miejscowy Związek; w dużych miastach — musiałyby być ograniczone do jednej dzielnicy, do jednego fachu, do przedsiębiorstwa, skupiającego dużo ludzi (jak warsztaty, fabryka i t. p.), albo nawet do jednej kamienicy, gdzie często zamieszkuje po kilkadziesiąt rodzin robotniczych. Każdy taki Związek miejscowy powinien mieć jak największą samodzielność, nie zależeć bezpośrednio od żadnego centralnego zarządu, i tylko przez zjazdy regulować swą działalność wspólnie z innemi związkami. Nie powinno w nim być żadnego biurokratyzmu, jak najmniej urzędników, biurowości w ogóle; powinien zachować przede wszystkiem swój czysty typ związku ludzi dobrej woli, czyniących dobro bezinteresownie, pomagających, nie jak urzędnicy towarzystw dobroczynnych, lecz tak, jak pomagają przyjaciele.

Każdy Związek miejscowy powinien mieć swą kasę: małe opłaty miesięczne, lub roczne członków tworzyłyby fundusz, z którego Związek czerpać będzie na potrzeby doraźnej pomocy. Oprócz takiej kasy Związek powinien mieć stałą instytucję Sądu rozjemczego, wybieranego co pewien czas, przez ogół członków, a którego zadaniem będzie rozstrzyganie wszelkich sporów pomiędzy członkami, oraz szerzenie wśród ludzi zwyczaju załatwiania swoich spraw polubownie, jako zwyczaju wielce pożytecznego dla obywatelskiego i moralnego rozwoju ludzi.

Ponieważ kooperatywy i wszelkie w ogóle instytucje stowarzyszeniowe są niezbędne dla skutecznej działalności Związków przyjaźni i ponieważ są dalszym ciągiem ich roboty,—przeto Związek powinien stać się zarazem inicjatorem i krzewicielem kooperatyzmu, i roztaczać swą opiekę nad stowarzyszeniami miejscowemi, dbając ciągle o ich doskonalenie wewnętrzne i rozwój.
W stosunku do nich Związek przyjaźni powinien odgrywać rolę stróża idei i moralności kooperatywnej i dbać o to, aby instytucje kooperatywne nie zapominały o swych istotnych celach społecznych, reformatorskich. Gdzie zaś takich instytucyj niema, Związek powinien sam rozwinąć pracę około powołania ich do życia. Znając dobrze stan rzeczy w danej okolicy i potrzeby jej mieszkańców będzie mógł najłatwiej dopilnować tego, aby istniejące luki w jej życiu społecznem zostały wypełnione. Pod tym względem ideałem i celem społecznym Związku przyjaźni powinno być, aby każda okolica miała swoje kółko rolnicze, udoskonalające uprawę ziemi; swą kooperatywę spożywczą, organizującą handel miejscowy w rękach ludzi; swą kasę pożyczkowo-oszczędnościową, chroniącą ludzi od lichwy i dającą fundusze na przedsiębiorstwa zrzeszone; swój związek robotników — broniący od wyzysku i krzywdy; jak również — aby miała swoje szkoły, czytelnie, ochrony dla dzieci, słowem, to wszystko, co zabezpiecza od nędzy i ciemnoty, co narodowi daje potęgę, zdrowie, wolność.

Możemy więc streścić zadanie Związków przyjaźni w dwóch głównych punktach:

1) chronienie człowieka, wspólnemi siłami stowarzyszonych, przed nędzą, wyzyskiem, krzywdą i ciemnotą, tak jak się chroni przyjaciela i brata; oraz

2) tworzenie i szerzenie życia kooperatywnego ludzi we wszystkich formach, w gospodarstwie, handlu, przemyśle, finansach i oświacie.

Obie te czynności, ściśle zespolone ze sobą, zlewają się w jedno zadanie wychowania narodowego, mającego odrodzić i człowieka i Ojczyznę.

Myśli te podaję do dyskusji ogółu w tej nadziei, że znajdą się ludzie, którzy podejmą ideę „Związków przyjaźni", wyszukają dla niej odpowiednie formy prawne i wprowadzą w życie. Rzecz ta wymaga jeszcze przedyskutowania różnych punktów, wyjaśnienia różnych stron praktycznych, przezwyciężenia rozmaitych przeszkód, zewnętrznych i moralnych, z jakiemi spotyka się zawsze każda idea nowa, mająca wejść w życie, Ale wejść musi. Dość już długo debatowaliśmy nad sprawą odrodzenia moralnego i nad niemocą ludu — czas zacząć czynić, a powołani do tego w pierwszym rzędzie są kooperatyści, bo oni pierwsi pokazali w praktyce, czem jest pomoc wzajemna.



Pierwszy raz artykuł ukazał się
w czasopiśmie "Społem" nr.2 z 25 stycznia 1912 roku.


środa, 16 grudnia 2009

Edward Abramowski - życie i zarys idei



Postać którą odkryłem niedawno, przy okazji poszukiwań naszych rodzimych myślicieli wolnościowych. Fascynujący charakter, free spirit, podobnie jak Tołstoj, będący w stanie połączyć swój mistycyzm z ideami libertariańskimi. Poszperałem w sieci i wydaje się, że jest to postać w dużej mierze zapomniana. Napisał mnóstwo książek i esejów, ale nie ma nowych wydań. Na allegro znalazłem tylko dwie, koszmarnie drogie książki. Udało mi się szczęśliwie trafić na stronę ze skanami wszystkich jego dzieł. Ściągam je po trochę i przerabiam na worda, żeby później móc wrzucić tutaj na bloga. Zanim jednak zamieszczę tutaj jego prace, chciałbym przybliżyć trochę jego postać. Na wikipedii można znaleźć krótki życiorys i zarys poglądów. Poniżej fragment streszczenia jego idei, za wikipedią:

Abramowski sam nie określił nigdy swego systemu ideologiczno-etycznego mianem anarchizmu. Podobnie jak Lew Tołstoj, Edward Abramowski wskazywał, że najpierw należy dokonać moralnego przeobrażenia ludzi – muszą oni być bowiem gotowi na wykorzystanie szansy, jaką przyniesie im rewolucja.

Abramowski propagował również pokojowe sposoby przekształcenia ustroju społecznego, poprzez zakładanie spółdzielni i zrzeszeń opartych na pomocy wzajemnej.
Znajdujemy u niego dosadną krytykę państwa i władzy. Państwo, według Edwarda Abramowskiego, uciska i tępi ludzką indywidualność. Jest ono wszechogarniającą i destrukcyjną instytucją. Uważa on, że państwo, jako zorganizowana siła przymusu i gwałtu nad jednostką, jest jednym ze źródeł nędzy ludzkiej (zarówno fizycznej jak i moralnej).

Abramowski nie jest zwolennikiem używania przemocy. Zaleca bierny opór – w Ustawie Stowarzyszenia „Komuna” propaguje bojkot państwa i wszystkiego, co jest z nim związane:
Komuna nie uznaje żadnego państwa i dąży do tego, aby wszystkie potrzeby ludzkie zbiorowe, wymagające organizacji, zaspokajane były przez swobodne stowarzyszenia. Nieuznawanie państwa wyraża się w postępowaniu prywatnym każdego z jej członków.

a) Członek komuny nie podaje skarg do sądu.
b) Nie bierze udziału w sądach przysięgłych.
c) Nie świadczy przed sądem, chyba w celu ocalenia podsądnego.
d) Nie przyjmuje wezwania sądowego w sprawach cywilnych.
e) Nie wykonywa wyroków sądowych, które mu dają moc krzywdzenia kogoś.
f) Nie denuncjuje złodziei ani zbrodniarzy przed policją.
g) Nie pomaga policji w wykryciu lub schwytaniu przestępcy.
h) Nie przyjmuje żadnej posady w służbie policyjnej lub jakiej bądź służbie rządowej.
i) Nie bierze udziału w żadnych instytucjach przez rząd zakładanych lub protegowanych (jak np. kuratoria trzeźwości, czytelnie wiejskie, zakłady dobroczynności itp.).
k) Nie bierze udziału w żadnych objawach legalizmu rządowego ani w żadnych składkach przez rząd inicjowanych (jak np. proponowane gminom wiejskim składki na pomniki, szkoły, czytelnie).
l) Jeżeli nie może odmówić złożenia przysięgi (jak np. w wojsku), to jednak nie przywiązuje do niej żadnej wartości wewnątrz sumienia swego.
m) Jeżeli nie może odmówić służby wojskowej, to jednak w razie wojny zachowuje się tak, by nie szkodzić ludziom, zatem zupełnie biernie.
n) Nie uznaje żadnych praw cywilnych, jakie rząd daje w małżeństwie nad żoną i dziećmi.
o) Nie oddaje dzieci do szkół rządowych.

Abramowski sądził, iż to właśnie dzięki bojkotowi wszelkich instytucji państwowych, państwo obumrze. Ważne jest jednak, żeby w ludziach rozwinęła się umiejętność swobodnego zrzeszania się – muszą oni bowiem umieć załatwiać wszystkie sprawy i zaspokajać wszelkie potrzeby w ramach swobodnych stowarzyszeń.





Życiorys

Dzieciństwo i wczesna młodość

Józef Edward Abramowski urodził się 17 sierpnia 1868 roku jako syn Edwarda i Jadwigi z Beynarowiczów na Ukrainie w majątku rodzinnym Stefaninie (ziemia Kijowska, powiat Wasylkowski). Pochodził z zamożnej rodziny ziemiańskiej. Wychowywał się w klimacie kultury szlacheckiej, uwielbienia dla romantyzmu, w atmosferze powstańczych wspomnień. Te warunki i atmosfera stanowiły poważny czynnik kształtujący jego postawę i przekonania. Ojciec, Edward z wykształcenia prawnik odznaczał się szerokimi zainteresowaniami i wrażliwością na problemy społeczne. Abramowski miał bardzo dobry kontakt z ojcem, łączyła ich głęboka miłość, serdeczność i zaufanie. To właśnie ojcu spowiadał się ze wszystkich swoich planów i pomysłów. Matka, Jadwiga była osobą subtelną, wrażliwą, uczuciową, dowcipną, doskonałą gospodynią. Zmarła, gdy miał 10 lat. Edward był tak bardzo do niej przywiązany, że jej śmierć odczuł jako największy cios i próbował się otruć. Abramowski miał także starszą siostrę, Marię, z którą łączyło go zrozumienie, wspólność dążeń i zainteresowań. Edward odebrał bardzo staranne wychowanie, uczył się muzyki, języków obcych, zaczytywał się w zbiorach ogromnej biblioteki domowej. Duży wpływ na jego uczuciowość miała także przyroda Stefanina, stepowy krajobraz, dzikie jary, park, sady. Już do końca życia traktował Stefanin jako oazę spokoju, kontemplacji.

Po śmierci żony ojciec Abramowskiego w 1879 roku przeniósł się wraz z dziećmi do Warszawy. Tu Edward rozpoczął prywatną edukację u świetnych nauczycieli takich jak: Maria Konopnicka, Konrad Prószyński, Zygmunt Pietkiewicz. Edukację uzupełniał studiowaniem literatury pozytywistycznej, dział Spencera, Darwina, Taina, czytał także Marksa. Obok uczuć patriotyzmu wyniesionych z domu rodzi się u niego zmysł społeczny. Nędza i niedola mas dokonują swoistego przewrotu w sferze jego życia. Mając 15 lat publikuje swoje pierwsze artykuły w "Zorzy", w piśmie gospód chrześcijańskich walczącym z alkoholizmem. W artykułach "Pogadanki o rzeczach pożytecznych" (1883) i "Pogadanki z gospodarstwa społecznego" (1884) propaguje idee społecznej edukacji, pomocy i współdziałania oraz samodoskonalenia. Główną ich treścią i przekazem była nieodłączna w jego całej późniejszej twórczości idea braterstwa ludzi. Pisał on, bowiem iż należy sobie wzajemnie pomagać, być braćmi i przyjaciółmi. Poprzez Konopnicką poznał członków I Proletariatu. Był uczestnikiem tajnych zebrań i spotkań. Mimo młodego wieku potrafił swoją żarliwością, zapałem i ożywieniem sprawić, iż ulegali mu starsi wiekiem i bardziej wyrobieni towarzysze.

Studia i początek działalności politycznej

W 1885 roku zaczął studiować fizykę i biologię na Wydziale Przyrodniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Okres ten przyniósł dalszą krystalizację jego poglądów. Zakładał kółka młodzieży socjalistycznej wśród studentów i rzemieślników, brał udział w organizowaniu przemytu nielegalnej literatury z zagranicy. Jednak konserwatywno-klerykalne środowisko krakowskie mu nie odpowiadało, więc od 1886 do 1889 studiował między innymi filozofię na wydziale przyrodniczym uniwersytetu w Genewie. Interesował się także historią gospodarczą i społeczną. Należał do aktywistów w grupie polskich studentów, którzy utworzyli Zjednoczenie Młodzieży Polskiej. Jako działacz socjalistyczny zajmował się pracą agitacyjną, nauczaniem w kółku robotniczym, utrzymywaniem kontaktów z kołami rewolucyjnymi w kraju. Zabsorbował się tym tak dalece, iż przerwał studia i bez reszty poświęcił się pracy politycznej na emigracji.

Na początku 1889 roku przybył do Warszawy z misją wznowienia ruchu i nawiązania na nowo zerwanych przez areszty więzów. Abramowski z całą mocą zaangażował się w prace nad II Proletariatem, stał się jego duszą. Z całą mocą rozpoczął również działalność publicystyczną. Publikował artykuły w "Bibliotece Robotnika Polskiego", wydawanej w Genewie, w "Tygodniku Powszechnym". Jego publikacje takie jak: "Rewolucja robotnicza" (1891), "Odkrycie dra Kocha" (1891), czy "Dzień roboczy" (1891) skupiają się głównie na marksistowskiej krytyce kapitalizmu, gdzie Abramowski wyłuszcza iż własność prywatna jest źródłem wyzysku, podkreśla fałsz i obłudę burżuazyjnej demokracji, pisze także o przemijającym charakterze kapitalizmu i rewolucji społecznej jako drodze do nowego ustroju. Także w tym okresie napisał "Ustawę ogólnorobotniczej Kasy Oporu" (1892), a także poważniejsze szkice socjologiczne jak: "Społeczeństwo rodowe", "Kapitalizm", "Nowy zwrot wśród farmerów amerykańskich", "Feudalizm", które to koncentrują się wokół problematyki rozwoju społecznego i czynników determinujących ten rozwój. Różnica wobec stosowania terroru doprowadza, iż Abramowski wraz z kilkoma innymi osobami opuszcza II Proletariat i zakłada nową organizację - Zjednoczenie Robotnicze, które odrzuca terrorystyczne metody walki na rzecz rozwijania szerokiej pracy propagandowo-oświatowej w środowisku robotniczym celem kształcenia wśród robotników świadomości rewolucyjnej i solidarności klasowej. Abramowski udzielał się także aktywnie w Kołach Oświaty Robotniczej, Kasach Oporu.



Wiosną 1892 umarła jego żona Stanisława Motz. Był to tak ogromny cios dla Abramowskiego, iż próbował po raz drugi się otruć, wpadł w głęboką depresję. Mimo to jednak nadal był aktywny w ruchu robotniczym. Wziął udział w zjeździe zjednoczeniowym socjalistów polskich w Paryżu w listopadzie 1892 roku, na którym zawiązała się Polska Partia Socjalistyczna. Przedstawił własny, dyskusyjny program i został wybrany do władz nowo utworzonego Zagranicznego Związku Socjalistów Polskich. W 1893 roku ze względu na naciski rosyjskie siedziba ZZSP została przeniesiona do Londynu. Abramowski ciężko chory na gruźlicę udał się na leczenie do Szwajcarii. W okresie tym spadł na niego dodatkowy cios, stracił siostrę. Wyjazd do Szwajcarii rozpoczął nowy okres studiów i rewizji poglądów, czego następstwem było odejście od ruchu robotniczego i marksizmu.

Porzucenie marksizmu, idee libertariańskie

Po przenosinach do Genewy Abramowski odsunął się od praktycznej działalności politycznej, poświęcając się wyłącznie studiom w dziedzinie socjologii i psychologii. Napisał wówczas książkę "Teorię jednostek psychicznych" (1899), stanowiącą studium z dziedziny teorii poznania. W tym okresie Abramowski znalazł się w opozycji do dominującej w ruchu socjalistycznym tendencji. Głosił potrzebę wyjścia poza marksizm i uzupełnienie go niezbędnymi dla teorii społecznej treściami. Podstawą stało się stwierdzenie podmiotowego charakteru ludzkiego istnienia i konieczności przemiany moralnej przed proponowanymi zmianami społecznymi.
W styczniu 1987 roku Abramowski wraca do kraju.

Jego przemianę światopoglądową dobitnie określają słowa Krzeczkowskiego, który pisze, iż Abramowski "wyjechał jako ortodoksyjny marksista i działacz partyjny, wracał z nową teorią socjalizmu bezpaństwowego, własną, apolityczną, wracał jako utopijny zwolennik natychmiastowego wcielenia w życie ideałów komunizmu i bezpaństwowości, jako anarchista, choć może nie chciał sobie tego uświadamiać".

Początkowo po powrocie jest był obserwacją policji, ale jako że obecnie za pierwszoplanowe zadanie uważał refleksję badawczą, działalność publiczną i popularyzowanie nowej idei etyki władze uznając tą działalność za mniej niebezpieczną zostawiły go w spokoju. W 1898 opublikował artykuł "Dwulicowy charakter spostrzeżeń" z zakresu psychologicznej teorii poznania oraz "Co to jest sztuka? Z powodu rozprawy L. Tołstoja: Czto takoje iskustwo?", gdzie pisze iż sztuka powinna być czystą bezrefleksyjną radością i doznaniem etycznym. W następnych pracach: "Zagadnienia socjalizmu", "Pierwiastki indywidualne w socjologii", Program wykładów nowej etyki", Etyka a rewolucja" pisze o wadze zmian etycznych w procesach społecznych i konieczności pierwszeństwa rewolucji moralnej przed zmianami społecznymi, samoorganizacji i zmiany moralności ludzkiej. W latach 1898-1899 podejmował inicjowanie grup kształcących się etycznie i propagujących hasła odnowy moralnej.

Działalność edukacyjna i społeczna

Około 1900 roku włączył się w pracę tajnych kursów szerzących niezależną oświatę i myśl niepodległościową. Brał aktywny udział w tworzeniu kół samokształceniowych, skupiających młodzież inteligencką i robotniczą. Stał się jedną z bardziej znanych postaci w tym środowisku. Patronował Kołom Oświaty Ludowej, utrzymywał kontakty z radykalnie nastawionymi grupami zaangażowanych społecznie włościan, robotników, inteligencji. Jego działalność była tak wszechstronna, iż przenikanie głoszonych przez niego idei do społeczeństwa, a zwłaszcza młodzieży i w szeregi robotnicze odbywała się niepostrzeżenie tak, że asymilacja tych idei nie była przez nikogo kwestionowana. Abramowski organizował także Komuny głoszące i realizujące postulaty życia etycznego. Były one nastawione na rozwijanie kultury moralnej, zdobywanie wiedzy. Miały przygotowywać członków do życia w warunkach postulowanej przez Abramowskiego wizji nowych stosunków społecznych opartych na braterstwie. Abramowski patronował także ruchowi związanemu z tworzeniem Kół Etyków propagujących moralny bunt i permanentną rewolucję moralną.

Poza działalnością społeczną Abramowski rozwijał także swoje zainteresowania psychologiczne, co wiązało się z pobytem w Genewie, Brukseli i Lozannie. Brał tam udział w badaniach i życiu naukowym środowisk psychologów. Mimo to ciągle interesowały go zagadnienia socjologiczne i problemy społeczne. W 1904 roku opublikował rozprawę "Socjalizm a państwo", gdzie przeplatają się dwa motywy: anarchistyczny i etyczny, oraz zindywidualizowany, wolny i twórczy człowiek jako podstawowa wartość. Znajduję się tu także krytyka socjalizmu państwowego i państwa w ogóle oraz postulat bezpaństwowej organizacji społeczeństwa w formie wolnych zrzeszeń.

Abramowski w tym czasie współpracuje także z Polskim Związkiem Ludowym. Pisze dla nich artykuły. Dał wyraz sympatii dla ruchu ludowego pisząc "Projekt Programu Polskiego Związku Ludowego", "Naszą Politykę", a także "Zmowę powszechną przeciw rządowi, gdzie zalecał bojkot państwa carskiego, wszystkich jego instytucji i przedstawicieli, a także oddolną organizację, własne szkolnictwo, sądy polubowne, straże ochronne, stowarzyszenia spożywcze, rolnicze, wolne kooperatywy. Jego program dla wsi był postępowy, uwzględniał żywotne interesy środowiska wiejskiego, i był dokumentem szczerego przejęcia się losem chłopów. Sprawą która coraz bardziej pochłaniała Abramowskiego po 1905 roku, zwłaszcza po upadku rewolucji, była kooperacja. Idei kooperacji poświęcił prace: "Zasada respubliki kooperatywnej" (1905-06), "Znaczenie spółdzielczości dla demokracji" (1906), "Idee społeczne kooperatyzmu" (1907) oraz "Kooperatywa jako sprawa wyzwolenia ludu pracującego" (1912). W tym okresie Abramowski należał do inicjatorów zorganizowanego wówczas Związku Towarzystw Samopomocy Społecznej. Przyczynił się do powstania Towarzystwa Kooperatystów, był współzałożycielem pisma spółdzielczego "Społem", gdzie szczegółowo i fachowo omawiał rodzaje, formy i warunki dobrowolnego zrzeszania się ludzi, objaśniał sposoby organizowania się, zasady ekonomiczne, funkcjonowanie samorządu, związku zawodowych, ubezpieczeń, kas pomocy. Jednym słowem kształcąc ludzi kładł podwaliny pod budowę Republiki Kooperatywnej. Nadal także kontynuował ruch etyczny w postaci Związków Przyjaźni. Do tego dochodziły jeszcze kontakty z konspiracją niepodległościową.

Psychologia i parapsychologia

Jednocześnie Abramowski kończył swe prace psychologiczne. W latach 1908-1910 ukazuje się szereg jego artykułów w "Sfinksie" dotyczących pamięci i podświadomości. W 1910 roku dochodzi do skutku jego zamiar utworzenia Warszawie pierwszej pracowni psychologicznej, której zostaje kierownikiem, a która to następnie zostaje przemianowana na Instytut Psychologiczny. W 1911 roku rozpoczyna pracę badawczą nad telepatią, czego rezultatem jest 3-tomowa praca "Badania doświadczalne nad pamięcią". Jednocześnie ukazuje się sporo publikacji w "Przeglądzie Filozoficznym". W związku z wzrastającym zainteresowaniem spirytyzmem, telepatią, zjawiskami parapsychologicznymi Abramowski powołał w Instytucie Psychologii Sekcję Metempsychiczną. Osiągnięcia Abramowskiego w dziedzinie psychologii były wysoko cenione. Z uznaniem pisali o nim znani psychologowie, twierdząc, iż badania Abramowskiego były olbrzymim krokiem naprzód w dziejach psychologii eksperymentalnej.

Kiedy w 1915 roku powstaje Uniwersytet Warszawski Abramowski zostaje powołany do objęcia Katedry Psychologii. I choć jego zdrowie coraz bardziej się pogarszało pracował niestrudzenie. Szczególnie był oddany kształceniu młodzieży, rozwijaniu jej zainteresowań i pasji poznawczej. Przez dwa lata prowadził cieszące się dużą frekwencją wykłady z psychologii. W krótkim okresie czasu zdołał stworzyć atmosferę badawczo-naukową, wytworzył grono zapaleńców pracujących razem z nim, piszących poważne studia i gdyby działalność ta potrwała dłużej, niewątpliwie mogła by powstać z niej cała szkoła.

Abramowski chorował coraz częściej i poważniej. Gruźlica i skłonności do używania narkotyków coraz bardziej wyniszczały jego organizm. Mimo to nie rezygnował z wielostronnej aktywności. Wciąż podejmował inicjatywy społeczne, interesował się sprawami politycznymi co objawiło się poparciem Piłsudskiego w sprawie tworzenia Legionów. Ostatnią większą pracą był cykl wykładów publicznych pt. "Metafizyka doświadczalna" wygłoszonych w 1917 roku, traktujących o mistycyzmie zabarwionym mitem nadczłowieka - zbawiciela ludzkości. Notatki z tych wykładów wydano dopiero pośmiertnie w 1980 roku. W 1917 roku Abramowski napisał utwór poetycki o treści mistycznej "Poemat śmierci", który ukazał się drukiem w roku następnym. W maju 1918 roku ciężko zachorował. Zmarł 21 czerwca 1918 roku.

Tekst pochodzi z niepublikowanej pracy "Anarchizm Edwarda Abramowskiego" Warszawa 2001 r



wtorek, 15 grudnia 2009

Emma Goldman



Jestem w trakcie lektury “Anarchism and Other Esseys” autorstwa Emmy Goldman. Była to aktywistka anarchistyczna żyjąca na przełomie XIX i XX wieku. Urodziła się w Rosyjskim Imperium (w Kownie), ale kiedy miała szesnaście lat wyemigrowała do Stanów, gdzie wkrótce przyłączyła się do ruchu anarchistycznego. Po kilkudziesięciu latach działalności i burzliwego życia, w końcu „wykopano” ją z Ameryki i resztę życia spędziła na błąkaniu się po świecie.
Tutaj bardziej rozwinięty życiorys na wikipedii.

Polecam kilkuczęściowy film na youtube, jeśli ktoś zna angielski.
Książka jest fascynująca. Przede wszystkim dzięki swojej bezpośredniości i osobistemu stylowi autorki. Książka wydana w 1910 jest w pełni aktualna, a w niektórych przypadkach, jeśli chodzi na przykład o rozwijający się militaryzm USA, słowa Emmy Goldman brzmią wręcz proroczo. Autorka bierze "na warsztat" podstawowe zagadnienia społeczne - patriotyzm, religię (akurat tutaj mam spory problem i zastanawiam się nad napisaniem krótkiego eseju krytycznego), feminizm, edukację, sztukę, moralność.

Szukałem w sieci czegoś po polsku. Znalazłem tylko kawałki. Jest wydrukowany jeden esej. Gdyby ktoś jednak chciał poczytać po angielsku, w internecie jest chyba wszystko, co napisała. Pozdrawiam.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Ścięcie się ekologiczne:)

Z Andrzejem Pilipiukiem się ściąłem trochę na forum literackim . Zaczęło się od ekologii, a skończyło (jak na razie) na ideach anarchistycznych. Ciekawa rozmowa i sam się z niej uczę.